Spółka z dzieciństwa w z o.o.


Spółka z dzieciństwa

W dzieciństwie Karol postanowił zarabiać pieniądze. Do prawdziwej pracy nie mógł pójść, więc wymyślił, że będzie zbierał aluminiowe puszki i sprzedawał je na skupie złomu. Wziął się szybko do pracy i już po paru dniach w szopie pod domem miał zebrane parę worków puszek. Niestety nie miał transportu, którym mógłby dowieźć zebrane puszki na skup. Wymyślił, że do biznesu zaprosi swojego kolegę, który ma wózek idealny do wożenia puszek. Karol dogadał się z kolegą, żeby pomagał mu w transporcie materiału do skupu. Karol miał zbierać i składować puszki, a kolega pomagać mu w transporcie. Podział finansowy wyglądał tak, że Karol brał dla siebie osiemdziesiąt procent dochodów, a kolega dwadzieścia. W ten sposób powstała spółka. Jednak po pewnym czasie kolega stwierdził, że dwadzieścia procent to za mało i domagał się podziału pół na pół. Karol uważał, ze wykonuje większość roboty, dlatego na taki podział się nie zgodził. Spółka się szybko rozpadła, a jedyne co po niej zostało, to wspomnienia, które odżywają, w każdej momencie, kiedy pan Karol ogląda puszkę.

Spółka z.o.o.

Zawsze myślałem, ze spółka z.o.o, to po prostu ogród zoologiczny, w którym każde zwierzę, czy to małe czy to wielkie, ma pewne udziały, które pozwalają mu czuć się pełnoprawnym obywatelem zwierzęcego miasteczka. Wierzyłem, że kiedy zoo jest zamknięte, zwierzęta zbierają się na specjalnych posiedzeniach, na których debatują, co do tego, czy na przykład zaprosić inne zwierzęta do ich miasteczka, albo czy racje żywnościowe są dobrze przydzielane. Pod koniec takiego posiedzenia było głosowanie, na którym zapadały ostateczne decyzje. A na dokumentach zatwierdzających podjęte decyzje widniała pieczątka w postaci odciśniętej łapy lwa. To coś takiego jak pieczęć państwowa. Jednak w pewnym czasie zorientowałem się, ze spółka z.o.o. z samym zoo nie ma praktycznie nic wspólnego, a sama nazwa, to po prostu mylący skrót, który rozwija się jako – spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Kiedy pytałem co to znaczy ograniczona odpowiedzialność, nikt nie chciał mi odpowiedzieć, tłumacząc, że jak dorosnę to zrozumiem.